Zaparkowałem tuż pod jej oknem
rower, towarzysz mych snów.
Dostrzegłem jak w cieniu lampy
ramiona jej tańczą za firanką.

Złapałem blask jej spojrzenia!
Stałem tam długo.
Na ramie westchnienie,
na oponie ślady słów.

Nie zapukałem tylko patrzyłem w górę,
jak chłopiec z marzenia, co zgubił gdzieś chmurę.