Biały jedwab sunie po skórze
jak szept, który waha się
czy już jest pragnieniem,
czy jeszcze niewinnym drgnieniem światła.

Jego miękkość rozlewa się powoli,
tańczy na krawędzi oddechu,
jakby każdy ruch był obietnicą
pisaną wyłącznie dla dłoni.

Dotyk ślizga się po nocnej ciszy,
zmysłowy jak linia prowadząca
od ramienia do drżenia serca,
od namiętności do nieuchwytnego – jeszcze.

A jedwab biały, cichszy niż myśl
rozpala to, czego nie trzeba wypowiedzieć.
Czasem wystarczy jedna chwila miękkości,
by ogień zrodził się z samego muśnięcia.

22 listopada, 22:22